Co widzi klient, zanim cokolwiek u Ciebie kupi. Test strony w minutę

Jest taka różnica, o której właściciele firm rzadko myślą, a która przesądza o tym, czy ktoś zostanie na stronie, czy wróci do wyników wyszukiwania.

Właściciel wchodzi na własną stronę z zakładki. Przeglądarka ma ją w pamięci podręcznej, więc ładuje się natychmiast. Zna układ, wie gdzie kliknąć, patrzy na treść, bo to treść ostatnio zmieniał. Widzi stronę taką, jaka została zaprojektowana.

Klient wchodzi zupełnie inaczej. Z wyniku wyszukiwania, najczęściej z telefonu, przy takim zasięgu, jaki akurat ma, pierwszy raz w życiu. Zanim zobaczy cokolwiek z projektu, widzi tytuł w Google. Potem baner zgody na pliki cookie. Potem to, co zdąży się załadować.

To nie jest krytyka stron. To jest opis dwóch różnych sytuacji, które dają dwa różne obrazy tej samej rzeczy.

Skąd to wiem

Robiłem niedawno pełny audyt strony pewnej firmy produkcyjnej. Spodziewałem się, że najwięcej znajdę w treści i w grafice, bo tam zwykle się patrzy. Wyszło inaczej. Najpoważniejsze rzeczy siedziały w miejscach, których z wnętrza firmy po prostu nie widać, bo żeby je zobaczyć, trzeba wejść na stronę jak obcy człowiek, a nikt w firmie tego nie robi.

To jest zresztą sedno sprawy. Nie chodzi o to, że ktoś zaniedbał stronę. Chodzi o to, że pewnych rzeczy nie da się zauważyć z miejsca, w którym się stoi.

Test, który zajmuje minutę

Weź telefon. Wyłącz wi-fi, żeby zostać na sieci komórkowej. Wpisz w Google nazwę swojej firmy. Wejdź na stronę z wyniku wyszukiwania, nie z zakładki i nie z historii. Policz spokojnie do pięciu i zatrzymaj się.

To, co widzisz w tym momencie, jest tym, co widzi Twój klient. Cała reszta strony jest już tylko dla tych, którzy zostali.

Siedem rzeczy, które warto przy tym sprawdzić

1. Tytuł w wynikach wyszukiwania

To pierwsza rzecz, jaką ktoś o Tobie czyta, jeszcze przed wejściem na stronę. Google pokazuje mniej więcej 55 do 60 znaków, reszta zostaje ucięta. Sprawdź, czy w tej widocznej części jest to, co chcesz powiedzieć, czy sama nazwa firmy powtórzona trzy razy.

2. Czy w tytule nie został tekst fabryczny

Strony stawiane na popularnych systemach mają domyślne opisy, które łatwo przeoczyć przy wersjach językowych i przy podstronach dodanych później. To się zdarza dobrym firmom.

3. Ile czasu mija do pierwszego obrazu

Nie do końca ładowania, tylko do momentu, w którym pojawia się cokolwiek sensownego. Najczęstszy winowajca to duże zdjęcie w górnej sekcji, wgrane w rozmiarze z aparatu. U nas na stronie głównej takie jedno zdjęcie ważyło ponad megabajt i po prawidłowym przygotowaniu zeszło do siedemdziesięciu kilobajtów, bez widocznej różnicy w jakości.

4. Co zasłania baner zgody na pliki cookie

Baner musi być, to wymóg, ale na telefonie potrafi zająć dolną połowę ekranu i przykryć dokładnie ten przycisk, po który ktoś przyszedł. Sprawdź, czy da się go zamknąć jednym kliknięciem i czy pod nim coś zostaje.

5. Czy w pierwszym ekranie widać, czym się zajmujecie

Nie hasło, tylko konkret. Obcy człowiek po pięciu sekundach ma umieć powiedzieć, co Wy robicie. Jeśli musi przewijać, żeby to ustalić, część ludzi nie przewinie.

6. Jak wygląda numer telefonu i adres

Na telefonie numer powinien być klikalny. Adres powinien dać się skopiować albo otworzyć w mapach. To brzmi banalnie i to jest jedna z częstszych rzeczy do poprawienia.

7. Wersje obcojęzyczne

Jeśli macie stronę po angielsku albo po niemiecku, przejdź ten sam test na niej. Wersje językowe zwykle powstają raz i potem nikt na nie nie wchodzi, więc błędy siedzą w nich latami.

Co z tym zrobić

Większość rzeczy z tej listy to poprawki na godzinę albo dwie, nie przebudowa strony. Warto je zrobić, zanim wyda się pieniądze na reklamę kierującą ruch na tę stronę, bo płatny ruch wpadający na powolną albo niejasną stronę to najdroższy sposób na sprawdzenie, że coś nie działa.

Jeśli po tym teście zobaczysz coś, co Cię zaniepokoi, a nie będziesz mieć pewności czy to problem, napisz. Odpowiem, także wtedy, gdy odpowiedź brzmi „to akurat jest w porządku, zostawcie”.