Drukarnia odesłała plik do poprawy. Sześć powodów, przez które to się dzieje
Projekt jest gotowy, termin ustalony, plik poszedł mailem. Po dwóch godzinach wraca odpowiedź: plik wymaga poprawy. Zamawiający czyta ją drugi raz i nadal nie wie, o co chodzi, bo na ekranie wszystko wygląda dobrze.
To jest jedna z częstszych przyczyn opóźnień w drukowanych materiałach firmowych i prawie nigdy nie wynika ze złej woli którejkolwiek strony. Wynika z tego, że plik na ekranie oraz plik na maszynie drukarskiej to dwie różne rzeczy, a różnice widać dopiero wtedy, gdy jest za późno.
Poniżej sześć powodów, przez które projekt wraca. Ułożone od najczęstszego. Nie trzeba ich umieć naprawiać samodzielnie. Trzeba je znać na tyle, żeby zapytać o nie grafika, zanim plik wyjdzie z firmy.
1. Brak spadów
Spad to trzy milimetry projektu wychodzące poza docelowy format. Wygląda na fanaberię, dopóki nie zobaczy się, jak arkusz jest cięty.
Papier w drukarni tnie się w stosach, nożem gilotynowym. Stos ma tolerancję, więc cięcie potrafi przesunąć się o pół milimetra w jedną albo w drugą stronę. Jeżeli kolorowe tło kończy się dokładnie na krawędzi projektu, przy takim przesunięciu na ulotce pojawia się biała nitka wzdłuż boku. Przy jednej sztuce to drobiazg, przy pięciuset sztukach to cały nakład do wyrzucenia.
Spad rozwiązuje to jednym ruchem: tło jest większe niż format, nóż tnie w kolorze, biała nitka nie ma skąd się wziąć.
Pytanie do grafika: czy plik ma trzy milimetry spadu z każdej strony.
2. Tryb koloru RGB zamiast CMYK
Ekran buduje kolor ze świecących składowych, druk odbija światło farbą. To dwie różne fizyki i dwie różne przestrzenie barw. Plik przygotowany w trybie ekranowym trzeba przed drukiem przekonwertować, a konwersja zmienia kolory.
Najbardziej widać to na barwach nasyconych: intensywne zielenie, pomarańcze oraz granaty gasną. Nikt tego nie zepsuł, po prostu takiej barwy nie da się złożyć z czterech farb. Rozpisaliśmy to szerzej w tekście o tym, dlaczego granat z ekranu i granat z druku to dwa różne kolory.
Konwersję lepiej zrobić po swojej stronie i zobaczyć wynik, niż zostawić ją drukarni i zobaczyć wynik na papierze.
Pytanie do grafika: czy plik jest w CMYK oraz czy kolory po konwersji zostały sprawdzone.
3. Czcionki, których drukarnia nie ma
Plik otwarty na innym komputerze podstawia zamiennik za każdy krój, którego nie znajdzie w systemie. Tekst zmienia szerokość, łamie się w innym miejscu, a układ, nad którym ktoś siedział trzy godziny, rozjeżdża się w kilka sekund.
Są dwa wyjścia i oba są proste. Można zamienić teksty na krzywe, czyli na kształty, które nie są już literami i nie potrzebują kroju. Można też osadzić czcionki w pliku PDF. Pierwsze jest pewniejsze, drugie zostawia możliwość poprawki literówki bez wracania do źródła.
Pytanie do grafika: czy teksty są zamienione na krzywe albo czy czcionki są osadzone w pliku.
4. Zdjęcia w rozdzielczości ekranowej
Zdjęcie ze strony internetowej ma zwykle 72 punkty na cal, bo więcej ekranowi nie jest potrzebne. Druk potrzebuje 300 punktów na cal przy tej samej wielkości fizycznej.
To nie jest kwestia ustawienia. Brakujących pikseli nie da się dorobić, a program, który „powiększa i wyostrza”, zgaduje. Efektem są miękkie krawędzie oraz kwadratowa struktura widoczna gołym okiem na wydruku, mimo że na monitorze wszystko wyglądało dobrze.
Ta sama zasada dotyczy zdjęć z komunikatorów. Aplikacje kompresują obraz przy wysyłce, więc zdjęcie przesłane w rozmowie nadaje się do podglądu, nie do druku.
Pytanie do grafika: czy zdjęcia mają 300 punktów na cal w docelowym rozmiarze.
5. Kolory dodatkowe zostawione obok CMYK
W plikach firmowych często siedzą kolory dodatkowe, czyli farby mieszane według wzornika, zapisane obok czterech farb podstawowych. Zwykle trafiają tam z logo, bo księga znaku podaje numer z wzornika.
Jeżeli zamówienie jest na druk czterema farbami, a w pliku stoi piąta, maszyna albo jej nie wydrukuje, albo drukarnia doliczy osobny przebieg. Kwota nie jest symboliczna, bo każdy dodatkowy kolor to osobna forma drukowa.
Odwrotny przypadek też się zdarza: firma płaci za kolor dodatkowy, żeby znak wyszedł dokładnie tak jak w księdze, a plik ma go zamienionego na CMYK. Wtedy płaci się za dokładność, której w pliku już nie ma.
Pytanie do grafika: ile kolorów jest w pliku oraz czy zgadza się to z zamówieniem.
6. Tekst za blisko krawędzi
Spad chroni przed białą nitką od zewnątrz. Margines bezpieczeństwa chroni przed obcięciem od wewnątrz. To dwie różne rzeczy i obie wynikają z tej samej tolerancji cięcia.
Numer telefonu postawiony trzy milimetry od krawędzi wygląda na projekcie odważnie i nowocześnie. Po cięciu części nakładu brakuje ostatniej cyfry. Bezpieczna odległość to około pięciu milimetrów od linii cięcia, przy większych formatach więcej.
Dotyczy to także rzeczy, o których łatwo zapomnieć: numerów stron, adresów, drobnych podpisów pod zdjęciami.
Pytanie do grafika: czy wszystkie ważne treści mieszczą się w marginesie bezpieczeństwa.
Dlaczego drukarnia sama tego nie poprawi
Część zamawiających zakłada, że drukarnia po prostu naprawi, co trzeba. Czasem naprawi, ale wtedy podejmuje decyzje za projektanta, a nie zawsze da się zgadnąć intencję. Przy braku spadu trzeba rozstrzygnąć, czy dociągnąć tło, czy zmniejszyć cały projekt. Pierwsze zmienia kompozycję, drugie zmienia format. Obie drogi są do obrony i obie potrafią rozminąć się z tym, czego zamawiający chciał.
Dlatego standardem jest odesłanie pliku z opisem. To wygląda na przeszkodę, a jest zabezpieczeniem. Poprawka na tym etapie kosztuje godzinę pracy grafika. Poprawka po wydrukowaniu kosztuje cały nakład.
Co zrobić, zanim plik wyjdzie z firmy
Prosta lista do przejścia, niezależnie od tego, kto przygotowywał projekt:
- Format docelowy oraz spady trzy milimetry. Podane wprost, nie domyślnie.
- Tryb koloru CMYK, kolory sprawdzone po konwersji.
- Czcionki zamienione na krzywe albo osadzone w PDF.
- Zdjęcia 300 punktów na cal w docelowej wielkości, nie w oryginalnej.
- Liczba kolorów zgodna z zamówieniem, bez zapomnianych kolorów dodatkowych.
- Ważne treści co najmniej pięć milimetrów od linii cięcia.
- PDF do druku, nie plik roboczy programu graficznego.
Siedem punktów, a zdejmują większość powodów, przez które projekt wraca.
Jedno zdanie zamiast siedmiu punktów
Przy zamawianiu materiałów u grafika wystarczy jedno zdanie w mailu:
Proszę o PDF przygotowany do druku, ze spadami, w CMYK, z czcionkami zamienionymi na krzywe.
Grafik, który robi to na co dzień, odpowie „oczywiście”. Grafik, który robi głównie materiały na ekran, dopyta, a to również jest odpowiedź, bo pozwala ustalić rzeczy przed drukiem, a nie po nim.
Czego ta lista nie załatwia
Nie załatwia doboru papieru ani wykończenia, bo to osobna decyzja i osobna rozmowa. Nie załatwia też kosztu samego druku, który zależy od nakładu oraz technologii, podobnie jak przy gadżetach opisaliśmy to w tekście o rachunku za gadżet z logo.
I rzecz, którą powiemy wprost: przy jednorazowej ulotce na wewnętrzne spotkanie żadna z tych sześciu rzeczy nie jest warta godziny pracy. Przy pięciuset teczkach ofertowych, które mają leżeć na stole przy rozmowie z klientem, każda z nich jest.