Green Claims od 27 września. Co wolno napisać o gadżecie ekologicznym
W zeszłym miesiącu klient poprosił o dopisanie na kubkach „ekologiczny” i „przyjazny środowisku”, bo taki miał pomysł na hasło sezonowe. Zapytałem, na czym opiera to określenie. Odpowiedź brzmiała: kubek jest z bambusa, więc chyba się kwalifikuje. To dobry moment, żeby wyjaśnić, dlaczego od 27 września taka odpowiedź już nie wystarczy.
Kogo to dotyczy
Dyrektywa znana jako Green Claims, formalnie dyrektywa 2024/825, zaczyna obowiązywać w Polsce od 27 września 2026. Dotyczy relacji przedsiębiorcy z konsumentem, czyli sytuacji, w której to Ty albo Twoja firma komunikujecie coś osobie kupującej na własny użytek, nie firmie. Jeśli gadżety wędrują do innej firmy i tam kończy się droga produktu, przepis nie wchodzi w grę wprost. Jeśli trafiają dalej do klientów indywidualnych, na przykład jako element sprzedaży konsumenckiej albo promocji kierowanej do osób prywatnych, wchodzi.
Egzekwuje to Prezes UOKiK, tym samym trybem co inne naruszenia zbiorowych interesów konsumentów. Górna granica kary to 10 procent obrotu. Nie jest to kara automatyczna za każde nieścisłe słowo, tylko maksimum przewidziane na wypadek naruszenia. Nie jestem prawnikiem i nie oceniam konkretnej sytuacji, ale sam fakt, że górna granica jest tak wysoka, wystarcza, żeby przestać traktować oświadczenia środowiskowe jako ozdobnik tekstu.
Data 27 września nie jest terminem, do którego trzeba się dostosować z zapasem, tylko dniem, od którego przepis zaczyna działać wprost. Materiały przygotowane wcześniej, katalog, strona, karty produktów, nie dostają okresu przejściowego tylko dlatego, że powstały przed tą datą. Jeśli opis z hasłem „eko” trafi na stronę we wrześniu i zostanie tam do października, liczy się stan na dzień kontroli, nie dzień publikacji.
Co dokładnie jest teraz zakazane
Przepis nie zakazuje mówienia o ekologii. Zakazuje mówienia o niej bez pokrycia. Cztery rzeczy dotyczą wprost naszej branży.
Ogólne hasło bez dowodu. „Ekologiczny”, „przyjazny środowisku”, „zielony” bez wskazania, na czym to konkretnie polega i bez potwierdzenia uznanym wynikiem środowiskowym, wypada. Samo pochodzenie surowca, na przykład bambus, nie jest takim potwierdzeniem. Bambus rośnie szybko, ale kubek z bambusa bywa klejony żywicą, a transport i produkcja też mają swój ślad. Jedno trafne słowo o surowcu nie opisuje całości.
Twierdzenie o całym produkcie, gdy dotyczy jednego elementu. Torba ma dno z materiału z odzysku, reszta jest z tworzywa pierwotnego. Napis „torba z recyklingu” na całości to dokładnie ten błąd. Poprawne sformułowanie nazywa element, nie produkt: „dno torby wykonane z materiału pochodzącego z recyklingu”.
Neutralność klimatyczna oparta na kompensacji emisji. Jeśli twierdzenie o zerowym śladzie albo neutralności bierze się z zakupu offsetów, a nie z realnej redukcji emisji w procesie produkcji, przepis traktuje to jako wprowadzające w błąd. Offset nie znika z rynku, tylko przestaje wystarczać jako jedyna podstawa takiego hasła.
Etykieta bez podstawy certyfikacyjnej. Liść, symbol recyklingu albo własny znaczek „eko” wymyślony przez producenta, bez oparcia w uznanym systemie certyfikacji albo w oznaczeniu ustanowionym przez organ publiczny, nie może udawać niezależnego potwierdzenia. Osobno przepis dotyka też hasła o trwałości: obietnica długiej żywotności bez podstawy w rzeczywistych parametrach produktu albo zachęcanie do wymiany sprawnego jeszcze przedmiotu na nowy z tego samego powodu, dla którego kupiono poprzedni, trafia w tę samą kategorię.
Co to znaczy w naszej codziennej robocie
Dostajemy od dostawców karty produktów z gotowymi sformułowaniami: „materiał ekologiczny”, „biodegradowalny”, „z recyklingu”. Do tej pory przepisywaliśmy je do opisów jeden do jednego, bo tak brzmiała karta produktu. Teraz piszemy „producent podaje, że…” zamiast twierdzić to we własnym imieniu. To różnica jednego zdania, ale zmienia, kto odpowiada za treść oświadczenia, jeśli ktoś kiedyś zapyta, skąd to wiadomo.
Ta sama zasada dotyczy Ciebie, jeśli zamawiasz gadżety pod własną marką i sam opisujesz je klientom końcowym, na przykład w sklepie internetowym albo na ulotce promocyjnej. Zdanie, które dostałeś od nas albo od innego dostawcy, warto sprawdzić, zanim trafi na Twoje opakowanie albo do Twojej reklamy. Karta produktu od producenta jest punktem wyjścia do pytania, nie gotowym tekstem do wklejenia.
Podobny przypadek mieliśmy przy torbach bawełnianych. Karta produktu opisywała je jako „bawełna organiczna”, ale dokument, który dostaliśmy od dostawcy, potwierdzał certyfikat wyłącznie dla jednej partii surowca sprzed dwóch lat, nie dla bieżącej dostawy. Do czasu wyjaśnienia tego z dostawcą opis na naszej stronie mówił po prostu „torba bawełniana”, bez przymiotnika, którego nie umieliśmy jeszcze poprzeć.
Cztery pytania do zadania dostawcy, zanim użyjesz określenia „eko”
Czy to twierdzenie dotyczy całego produktu, czy jednego elementu, na przykład tylko opakowania albo jednej warstwy materiału.
Czy stoi za nim certyfikat, jaki konkretnie i kto go wydał, nie tylko oświadczenie producenta o sobie samym.
Czy „neutralność” albo „zero śladu węglowego” wynika z redukcji emisji, czy z zakupionej kompensacji.
Czy symbol na produkcie odsyła do uznanego systemu certyfikacji, czy jest własnym znaczkiem bez zewnętrznej podstawy.
Jeśli odpowiedzi nie ma albo jest wymijająca, bezpieczniej zostać przy opisie technicznym, na przykład udziale procentowym materiału z odzysku w liczbach, niż przy haśle. Liczba nie potrzebuje certyfikatu marketingowego, tylko dokumentu od dostawcy surowca, a ten zwykle i tak leży w papierach zamówienia. Zasada przypomina to, co opisujemy w tekście o taniej ofercie, która drożeje po zamówieniu: brak pytania dziś wraca jako koszt później.
Nie każda sytuacja z tego tekstu dotyczy akurat Twojej firmy, bo wszystko zależy od tego, komu i jak sprzedajesz dalej. Tego rozstrzygnięcia nie robimy za klienta, sami też nie weryfikujemy cudzych certyfikatów w czyimś imieniu, tylko pytamy o nie razem z Tobą, zanim słowo trafi na produkt.