Zamówiłeś sto sztuk, przyszło dziewięćdziesiąt sześć. Skąd się bierze rezerwa przy nakładzie

Klient zamawia sto kubków z logo na konferencję. Ma listę stu nazwisk, sto identyfikatorów, sto miejsc przy stołach. Paczka przyjeżdża dwa dni przed terminem, ktoś przelicza zawartość i wychodzi dziewięćdziesiąt sześć. Telefon do nas jest wtedy nerwowy, bo brakuje czterech osób, a nie czterech kubków.

Cztery sztuki nie zginęły w transporcie. Zostały zużyte w drodze od pliku do gotowego produktu i w większości umów jest to opisane, tylko nikt tego nie czyta. To jeden z tych mechanizmów, które w naszej branży są oczywiste, a po drugiej stronie stołu nie są oczywiste wcale.

1. Gdzie dokładnie znikają sztuki

Nadruk nie zaczyna się od pierwszego dobrego egzemplarza. Zaczyna się od kilku, które idą na ustawienie maszyny.

Przyrządzenie. Przy sitodruku i tampondruku trzeba dopasować nacisk, ilość farby oraz położenie wzoru względem produktu. Robi się to na prawdziwym produkcie, nie na kartce, bo kubek ma krzywiznę, a długopis ma pole zadruku szerokie na dwanaście milimetrów. Pierwsze dwie, trzy sztuki wychodzą z logo przesuniętym o dwa milimetry albo z farbą położoną za grubo. Idą do kosza.

Kontrola w trakcie. Przy dłuższych nakładach farba w sicie gęstnieje, a matryca się zabrudza. Operator wyciąga sztuki kontrolne co jakiś czas i część z nich odpada.

Wady samego produktu. Kubek z odpryskiem na uchu, koszulka z krzywym szwem, notes z zagiętą okładką. To jest defekt fabryczny, który wychodzi dopiero wtedy, gdy ktoś bierze produkt do ręki przy znakowaniu. Przy tysiącu sztuk trafi się kilka.

Utrwalanie. Przy nadruku na tekstylia i przy niektórych farbach na ceramice jest wypał albo suszenie w tunelu. Zdarza się, że kolor po wypale schodzi z tonu i partia idzie powtórnie.

Suma tych rzeczy przy stu sztukach to zwykle dwie do pięciu. Przy tysiącu proporcja spada, bo koszt przyrządzenia rozkłada się na większą liczbę. To jest ta sama zależność, która sprawia, że sto sztuk kosztuje w przeliczeniu więcej niż pięćset.

2. Tolerancja nakładu, czyli co naprawdę podpisujesz

W potwierdzeniu zamówienia od producenta gadżetów prawie zawsze siedzi zdanie o tolerancji. Brzmi mniej więcej tak: dopuszczalna różnica w nakładzie wynosi plus minus pięć procent, a rozliczenie następuje według ilości faktycznie dostarczonej.

Znaczy to dwie rzeczy naraz.

Po pierwsze, dostawa dziewięćdziesięciu sześciu sztuk zamiast stu bywa zgodna z zapisem o tolerancji, jeśli dostawca nie doliczył rezerwy do nakładu produkcyjnego z góry. To jego kalkulacja, nie Twoje ryzyko.

Po drugie, płacisz za dziewięćdziesiąt sześć. Nikt nie inkasuje za sztuki, których nie wysłał. Problem nie jest finansowy, problem jest organizacyjny: masz o cztery osoby za mało obdarowane.

Działa to też w drugą stronę. Przy nakładzie sto potrafi przyjechać sto cztery, bo maszyna została puszczona z zapasem i wszystko wyszło dobrze. Wtedy faktura jest wyższa niż w wycenie, co bywa równie niemiłą niespodzianką.

3. Ile wynosi tolerancja przy różnych technikach

Nie ma jednej liczby. Zależy od tego, ile pracy ręcznej jest w procesie.

TechnikaTypowa tolerancjaDlaczego tyle
Grawer laserowy0 do 2 procentmaszyna sterowana plikiem, brak farby i matrycy
Tampondruk jednokolorowy3 do 5 procentprzyrządzenie plus kontrola koloru
Sitodruk wielokolorowy5 do 10 procentkażdy kolor to osobne przejście i osobne pasowanie
Haft komputerowy2 do 5 procentprogram haftu ustawia się raz, ale zerwana nić psuje sztukę
Sublimacja i pełny zadruk5 do 10 procentwypał, przesunięcia, wady materiału
Druk offsetowy na papierze5 do 10 procentarkusze narowe na rozbieg maszyny

Te widełki to praktyka, nie przepis. Konkretny producent może mieć zapisane inaczej i to jego zapis obowiązuje.

4. Co z tym zrobić przy planowaniu

Rozwiązanie jest banalne, tylko trzeba o nim pomyśleć w chwili zamawiania, a nie w chwili rozpakowywania.

Zapytaj, ile sztuk wchodzi do produkcji. Nie ile ma przyjechać w kartonie, tylko ile maszyna ma wyprodukować, żeby po odpadkach zostało dokładnie tyle, ile zamówiłeś. Dobra oferta dolicza tę rezerwę sama, do nakładu produkcyjnego, nie do Twojego zamówienia.

Powiedz wprost, że nakład jest twardy. Jeśli rozdajesz na gali dokładnie stu laureatom, poinformuj o tym przy zamówieniu. Producent może wtedy przyjąć zamówienie jako nakład gwarantowany i puścić maszynę z większym zapasem. Zwykle kosztuje to kilka procent więcej. Bywa, że nic, jeśli zamawiasz regularnie.

Sprawdź zapis o tolerancji przed podpisem, nie po dostawie. To jedno zdanie w potwierdzeniu zamówienia. Jeśli go nie ma, dopisz pytanie w mailu i zachowaj odpowiedź.

Licz czas na powtórkę. Jeśli brakujące sztuki trzeba dobić, to jest nowe uruchomienie maszyny, czyli znowu przygotowalnia. Dobicie czterech kubków potrafi kosztować tyle, co czterdzieści przy pierwszym zamówieniu.

5. Pytania do zadania dostawcy

Zanim zaakceptujesz wycenę, wyślij te pięć pytań. Odpowiedzi zajmą dostawcy pięć minut, a tobie oszczędzą telefonu dwa dni przed wydarzeniem.

  1. Jaka jest tolerancja nakładu przy tej technice znakowania i czy jest zapisana w potwierdzeniu zamówienia?
  2. Czy rozliczenie następuje według ilości zamówionej, czy według ilości dostarczonej?
  3. Czy mogę zamówić nakład gwarantowany i ile to kosztuje dodatkowo?
  4. Ile kosztuje dobicie dziesięciu sztuk po realizacji zamówienia i ile trwa?
  5. Czy sztuki odpadowe z przyrządzenia mogę dostać w paczce, jako egzemplarze poglądowe?

Ostatnie pytanie zaskakuje, ale ma sens. Sztuka z przesuniętym logo nadaje się na biurko jako wzorzec albo do wewnętrznego użytku. Wielu dostawców dorzuci ją bez dyskusji, jeśli ktoś poprosi.

Czego ten tekst nie załatwia

Rezerwa przy nakładzie to nie jest wymówka na każdy brak. Jeśli zamawiasz pięćset sztuk, a przyjeżdża czterysta dwadzieścia, to nie jest tolerancja, tylko problem po stronie producenta i trzeba go tak nazwać. Granicą jest to, co stoi w potwierdzeniu zamówienia. Wszystko poza tą granicą podlega reklamacji.

Jeśli wolisz zobaczyć całą strukturę kosztów zamówienia, a nie tylko ten jeden mechanizm, opisaliśmy ją w tekście o tym, ile naprawdę kosztuje gadżet z logo.