Techniki znakowania gadżetów. Która pasuje do którego zamówienia
Klient przynosi logo w pięciu kolorach i pyta o cenę na stu długopisach oraz na stu kubkach. Odpowiedź na oba pytania różni się bardziej, niż wynikałoby z samej wielkości nadruku, bo każdy z tych produktów bierze inną technikę znakowania.
Wybór złej techniki nie zawsze widać od razu. Czasem ujawnia się dopiero po pierwszym praniu, pierwszej zimie na zewnątrz albo pierwszej reklamacji, gdy jest już za późno na poprawkę bez kosztu.
1. Sitodruk, duży nakład i płaska powierzchnia
Sitodruk nakłada farbę przez siatkę, jeden kolor na jeden przebieg maszyny. Dwa kolory to dwie siatki, pięć kolorów to pięć przebiegów. Koszt przygotowania siatki jest jednorazowy i rozkłada się na cały nakład, więc technika opłaca się dopiero od kilkudziesięciu do kilkuset sztuk, zależnie od produktu. Przy torbach bawełnianych próg opłacalności jest niski, bo powierzchnia jest płaska i duża, przy produktach o nietypowym kształcie próg bywa wyższy. Ten sam mechanizm progu opłacalności opisaliśmy przy okazji nakładu minimalnego i kosztu przygotowalni.
Sitodruk sprawdza się na płaskich powierzchniach: torbach, koszulkach, teczkach, opakowaniach kartonowych. Kolor dobiera się z numeru w wzorniku Pantone, nie ze zrzutu ekranu, bo farba miesza się fizycznie, a nie świeci jak piksel na monitorze. Dlaczego te dwa kolory bywają inne, tłumaczy wpis o kolorze z ekranu i kolorze z druku.
2. Tampondruk, małe i zakrzywione przedmioty
Silikonowy stempel przenosi wzór z kliszy na powierzchnię punkt po punkcie, więc dobrze radzi sobie tam, gdzie sitodruk się nie dogina: długopisy, breloki, małe elementy z tworzywa albo metalu.
Cena rośnie z liczbą kolorów tak samo jak w sitodruku, ale dochodzi drugi czynnik: wielkość stempla. Mały stempel obrabia mały obszar naraz, więc rozbudowane logo na niewielkim przedmiocie wymaga więcej czasu maszyny niż to samo logo na dużej, płaskiej powierzchni. Stąd długopis bywa droższy w znakowaniu niż spory kubek, mimo że nosi wyraźnie mniej farby. Klisza raz wykonana służy do kolejnych zamówień tego samego wzoru, więc jej koszt rozkłada się na wszystkie powtórzenia, podobnie jak siatka w sitodruku.
3. Haft, odzież reprezentacyjna
Igła wszywa nić w materiał, więc haft nie schodzi i nie płowieje jak nadruk leżący na powierzchni tkaniny. Cena zależy od liczby ściegów, nie od powierzchni logo, dlatego rozbudowany napis albo cieniowanie potrafi zaskoczyć ceną bardziej niż duże, proste logo złożone z grubych kresek. Prosty monogram i pełne logo z cieniowaniem, przy tej samej wielkości naszywki, potrafią różnić się ceną nawet dwukrotnie, bo drugie wymaga kilku tysięcy ściegów więcej.
Haft nie oddaje cienkich linii ani liter poniżej kilku milimetrów, bo igła ma swoją grubość i nie schodzi poniżej pewnego detalu. Trafia najczęściej na polo, kurtki oraz czapki, tam, gdzie odzież ma reprezentować firmę, nie tam, gdzie liczy się wyłącznie cena.
4. Grawer, metal, drewno i twarde tworzywa
Laser albo frez usuwa cienką warstwę powierzchni, więc kolor znaku bierze się z materiału pod spodem, nie z farby nałożonej na wierzch. Grawer na anodowanym aluminium odsłania srebrny metal pod kolorową powłoką, grawer na drewnie przypala włókno na ciemny brąz.
Technika nie daje wyboru koloru poza tym, co znajduje się pod powłoką, za to jest odporna na ścieranie bardziej niż jakikolwiek nadruk czy haft. Nie odda zdjęcia ani drobnego cieniowania, bo pracuje w jednym kolorze kontrastu między warstwami. Sprawdza się też tam, gdzie przedmiot ma kontakt ze skórą albo z żywnością, bo nie dokłada żadnej warstwy farby, którą trzeba by osobno sprawdzać pod kątem bezpieczeństwa.
5. Sublimacja i DTF, pełny kolor bez ograniczeń liczby barw
Sublimacja wtapia barwnik we włókna poliestrowe pod wysoką temperaturą, więc obraz staje się częścią materiału, nie warstwą na nim. Działa wyłącznie na jasnym poliestrze albo produktach z powłoką poliestrową, bo barwnik potrzebuje odpowiedniego włókna, żeby się z nim związać.
DTF drukuje wzór na folii transferowej i wtapia go pod prasą w niemal dowolny materiał, także bawełnę. Obie techniki liczą cenę od powierzchni nadruku, nie od liczby kolorów, więc kolorowa fotografia kosztuje tyle, co jednokolorowe logo w tym samym rozmiarze. To odwraca logikę sitodruku i tampondruku: tam liczy się kolor, tutaj liczy się powierzchnia. DTF jest technologią młodszą niż sublimacja i na razie ustępuje sitodrukowi trwałością przy częstym praniu w wysokiej temperaturze, więc do odzieży roboczej wciąż lepiej sprawdza się starsza, sprawdzona technika.
Pytania, które skracają wybór
Wybór między tymi pięcioma technikami rzadko jest kwestią gustu. Zwykle rozstrzyga go kombinacja trzech rzeczy: z czego zrobiony jest przedmiot, ile kolorów ma projekt oraz jaki jest nakład. Dopiero czwarta zmienna, budżet, decyduje, czy sięga się po droższą, trwalszą opcję.
Zanim zapytasz dostawcę o cenę znakowania, warto mieć odpowiedzi na pięć rzeczy, które i tak padną w rozmowie.
- Z czego jest zrobiony przedmiot i jaki ma kształt powierzchni.
- Ile kolorów ma projekt, a ile z nich naprawdę musi zostać.
- Jaki jest nakład, bo od niego zależy próg opłacalności techniki.
- Czy znak ma przetrwać lata użytkowania, czy jedno wydarzenie.
- Czy budżet dopuszcza wyższy koszt przygotowalni w zamian za trwalszy efekt.
Żadna z tych pięciu technik nie jest uniwersalna. Dostawca, który do każdego zamówienia proponuje jedną i tę samą technikę, najpewniej ma w hali jedną maszynę, nie pięć rozwiązań do wyboru.